Categories Ogrodniczo

Moja walka z Puccinia Malvacearum

Posted on   /  Skomentuj on Moja walka z Puccinia Malvacearum

Moja walka z Puccinia Malvacearum

Malwy ahhh te malwy. Takie piękne, a tyle z nimi zmartwień, bo niestety bardzo często zapadają na typowe dla siebie choróbsko – rdzę. Problem zna chyba każdy, kto pała do tych kwiatów taką samą miłością, jak ja. Oto kilka sposobów na pozbycie się paskudztwa, które wypróbowałam…

Chyba nie znam nikogo, kto nie skarżyłby się, że liście jego starannie pielęgnowanej malwy pokrywają się w pewnym momencie brązowymi plamkami i w efekcie usychają. Działać trzeba szybko i niestety radykalnie. Jeśli malwy rosną obok siebie w większym skupisku – wówczas zespołowo. Dobrze często je oglądać, czy aby na spodzie listków nie pojawiły się pierwsze symptomy choroby, zwłaszcza jeśli przez jakiś czas w pogodzie dominuje wilgotna aura:

– rdzawo-brunatne plamy
– brązowe kuleczki – zarodniki grzyba

Twój ogródek jest bezpieczny!

W sieci czytam opinie, jakoby choroba nie zagrażała innym roślinkom. Tymczasem na forach wiele osób skarży się, że zaatakowała ich piękne róże, stokrotki, lwie paszcze i inne. To nie ta rdza! Otóż
rdzawe plamki na liściach są zarodnikami grzyba Puccinia Malvacearum. To on jest winowajcą choroby, która zwie się rdzą malwy. Choroba pochodzi z Chile, a w Europie pojawiła się w XIX wieku. Chorują na nią wszystkie odmiany malwy i choć mamy do czynienia z różnymi rodzajami rdzy, na różnych roślinach, Puccinia Malvacearum jest gatunkiem określanym jako jednodomowy, a to oznacza, że atakuje wyłącznie nasze malwy.

Gdy już się pojawi?

Na rynku jest mnóstwo preparatów, które pozwalają pozbyć się rdzy. Właściwy czas, by je stosować jest wiosną. Gdy rdza zagości już na liściach, należy je usunąć i zniszczyć – najlepiej spalić. Można próbować stosować różne dostępne w sklepach ogrodniczych środki, ale przeważnie jest już za późno i za chwilę mimo starań pojawiają się nowe skupiska grzybicy. To troszkę taka walka z wiatrakami, dlatego jesienią dobrze jest pozbyć się zakażonych roślin, a wiosną wsadzić nowe w zupełnie inne miejsce. Te, które rozsieją się z dotychczasowych pędów, będą z pewnością w kolejnym roku zarażone.

No to co z tym począć…

Ja przygotowuję sobie nowe miejsce w ogródku. Starych malw się pozbywam, jak tylko przekwitną. Kupione, nowe roślinki wsadzam do ziemi wymieszanej z piaskiem, oczywiście w mocno nasłonecznione miejsce. Później profilaktycznie stosuję naturalne „medykamenty”.

Pryskam skrzypem…

Suszony skrzyp polny jest idealny do przygotowania roztworu. Wystarczy około 7 dg i 5 litrów wody. Taką mieszankę zostawiam na 24 godziny, a potem chwilkę gotuję. Ostudzoną miksturę rozcieńczam (w stosunku 1:5) i często, bo co kilka dni pryskam nią profilaktycznie malwy, pamiętając jednak, by nie robić tego w dni deszczowe.

… albo czosnkiem

Nieco prostszy, bo szybszy do przygotowania jest odwar z czosnku. Rozgniatam główkę, zalewam 5 l wrzątku i zostawiam na kilka godzin (5 h). Odcedzam, nie rozcieńczam i pryskam. Ot cała filozofia.

O tradycyjnych środkach chemicznych dziś nie piszę, bo wybór preparatów w sklepach ogrodniczych jest spory. Myślę jednak, że zanim doprowadzi się do konieczności stosowania radykalnych metod walki z rdzą, warto podjąć działania zapobiegawcze, które u mnie się sprawdziły.

Posted on   /  Skomentuj on Moja walka z Puccinia Malvacearum

Tags
Podaj dalej
gravatar image
By

Related Posts

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *