Categories Z humorem

Polowanie na ogrodowych intruzów

Posted on   /  Skomentuj on Polowanie na ogrodowych intruzów

Polowanie na ogrodowych intruzów

Miałem wczoraj od rana bardzo ciężki dzionek. Słońce świeciło, sobotnia aura sprzyjała relaksowi, tymczasem moja cierpliwość się skończyła. Wszystko przez te małe, ćwierkające cholery z żółtymi dziobami.

Zimą je tolerowałem. One prowadziły swój żywot na górze, ja na dole. Wszystko na swoim miejscu. W dodatku siedziały cicho i nie darły tych swoich dziwacznych ryjów. Ale od kilku dni… ich bezczelność stała się nie do zniesienia. Budzą mnie rano świtem bladym, lekceważąco paradują po MOIM, świeżo skopanym /by spulchnić ziemię po zimie/ trawniku i jeszcze ostentacyjnie wyjadają MOJE dżdżownice i jesienne jabłka. Patrzą przy tym zalotnie, kiwając łebkami.

A wiecie, co w tym wszystkim jest najgorsze? Cały dzień od rana chciałem dorwać dranie! I co? I nic! Zero efektu! Co za wstyd!

Już prawie miałem jednego w zębach, gdy zobaczyłem widok, który przekracza wszelkie pojęcie. Po pieczołowicie skopanej przeze mnie rabacie mojej pani spokojnie, jakby nigdy nic paradował sobie czarny kot. Dobrze, że żółtego ogona nie ma, pomyślałem i błyskawicznie zmieniłem tor biegu. Zanim mój zadek zrównał się z resztą ciała, ten czarny sukinsyn radośnie pomiałkiwał siedząc na przeciwległym do kosowego drzewie.

W efekcie dotąd kontempluje na kanapie, gdzie popełniłem błąd. Jak to możliwe, że coś, co łazi na czterech łapach, jest równie bezczelne i tchórzliwe, co uskrzydlone ptaszysko z kretyńskim, żółtym dziobem.

Ale ja im wszystkim jeszcze pokażę kto, tu rządzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Posted on   /  Skomentuj on Polowanie na ogrodowych intruzów

Tags
Podaj dalej
gravatar image
By

Related Posts

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *